Iwo Baraniewski mówi TAK, Bogdan Guskov mówi NIEI
Historia z ostatnich dni wokół Iwo Baraniewski pokazuje, jak nieprzewidywalny potrafi być świat MMA i jak wiele można zyskać, nawet nie wchodząc do klatki.
Po wypadnięciu z pojedynku Jana Błachowicza, pojawiła się opcja, aby Baraniewski wskoczył na zastępstwo i zmierzył się z Bogdanem Guskovem. Czasu było bardzo niewiele, bo mowa o walce zakontraktowanej praktycznie „na już”, ale mimo to Polak nie wahał się długo. Jak sam przyznał, po analizie ze swoim sztabem podjął decyzję o przyjęciu tej propozycji.
Ostatecznie do starcia jednak nie dojdzie. Do obozu Polaka dotarła informacja zwrotna, że to Guskov nie zgodził się na walkę. Tym samym zestawienie upadło, zanim zdążyło nabrać realnych kształtów.
Choć dla kibiców może to być rozczarowujące, dla samego Baraniewskiego sytuacja ma też bardzo pozytywny wydźwięk. W oczach UFC zapisał się jako zawodnik, który nie kalkuluje, nie unika wyzwań i jest gotowy wskoczyć do dużej walki w każdej chwili. Takie rzeczy w tej organizacji są zauważane i często procentują w przyszłości.
Cała sytuacja tylko podkręciła zainteresowanie jego osobą. Pokazał charakter, pewność siebie i mentalność zawodnika gotowego na największe wyzwania. Nawet jeśli tym razem nie doszło do walki, można odnieść wrażenie, że to dopiero początek większych rzeczy w jego karierze.
Z kim zmierzy się Iwo w kolejnej walce w UFC? Dajcie znać w komentarzu!