„TO JUŻ KONIEC, ODCHODZĘ Z PODNIESIONĄ GŁOWĄ” – Ronda Rousey przerywa milczenie po 17-sekundowym zwycięstwie i żegna się ze sportem!
To był powrót i jednoczesne pożegnanie, o którym świat sportów walki będzie mówił jeszcze przez lata.
W miniony weekend była gwiazda UFC oraz WWE, Ronda Rousey, ponownie wkroczyła do klatki MMA, gdzie w zaledwie 17 sekund brutalnie rozprawiła się z powracającą do sportu Giną Carano.
Po walce Rousey jasno zasygnalizowała, że to jej absolutny koniec z wyczynowym sportem (podczas gdy Carano nie wyklucza kolejnych walk). We wtorek „Rowdy” opublikowała na swoim Instagramie niezwykle długie, szczere i momentami poruszające oświadczenie. Wyjaśniła w nim, dlaczego musiała stoczyć tę walkę, jak zrodził się ten pomysł oraz jak pro-wrestling pomógł jej uleczyć dawne rany.
Poniżej prezentujemy najważniejsze i najmocniejsze fragmenty jej wypowiedzi.
O kulisach walki i o tym, jak Gina Carano uratowała jej duszę:
„Odkładałam ten wpis, bo chyba podświadomie odwlekałam moment, w którym muszę przyznać, że to naprawdę koniec. Ta walka, półtora roku morderczych treningów i cała promocja były bardziej satysfakcjonujące, niż mogłam sobie wymarzyć.
Kiedy byłam w dziewiątym miesiącu ciąży i zobaczyłam, że Gina przechodzi przez życiowy kryzys – bardzo podobny do tego, którego ja kiedyś doświadczyłam – wiedziałam, że ma w sobie siłę, by się z tego podnieść. Pro-wrestling pomógł mi odciąć się od mojej przeszłości w MMA, ale to Gina dała mi powód, by w końcu stanąć z tą przeszłością twarzą w twarz.
Słyszałam głosy ludzi mówiących: ‘ona nie mówi poważnie’, ‘nie zrzuci wagi’. Ale ja nie chciałam po prostu wrócić do MMA. Ja MUSIAŁAM wrócić, żeby zawalczyć właśnie z NIĄ. Gdy pojawiły się problemy formalne z jej kontraktem, powiedziałam: ‘pieprzyć to, spotkajmy się’. Usiadłyśmy przy winie i martini, ja zapaliłam blanta i same dogadałyśmy wszystkie szczegóły umowy.”
O niesamowitej transformacji swojej rywalki:
„Jej odwaga mnie zdumiała. Będąc na samym dnie, postawiła sobie najwyższy cel: zrzucić blisko 45 kilogramów (100 lbs) i wyjść do najgroźniejszej su*i na planecie! Oglądanie tego, jak ta kobieta zmienia się przez rok, dało mi tyle samo radości, co moja własna przemiana. Za każdym razem, gdy ją widziałam, była silniejsza i pewniejsza siebie. Nie dlatego, że chudła, ale dlatego, że blask, który kiedyś straciła, znów zaczął płonąć.”
O własnej tożsamości i byciu „najlepszą w historii”:
„Kocham MMA, kocham judo, pro-wrestling, choreografię walk, aktorstwo i pisanie książek – ale przede wszystkim jestem artystką sztuk walki. W MMA jestem lepsza niż w czymkolwiek innym w moim życiu. I chrzanić to, kogo to urazi: jestem najlepszą kobietą, jaka kiedykolwiek uprawiała ten sport. Nic nie dorówna temu doświadczeniu.
Radość z tego obozu przygotowawczego, oglądanie szoku na twarzach moich trenerów, gdy na bieżąco tworzyłam w ringu rzeczy, których nikt nigdy nie widział, poddawanie najlepszych na świecie po pięć razy na rundę podczas sparingów… to było nie do opisania. To uleczyło moją duszę.”
O stworzeniu „karty marzeń” na Netflixie:
Ronda podziękowała również partnerom biznesowym oraz platformie Netflix za sfinansowanie gali. Podkreśliła, jak wielką pokorę okazali inni giganci sportu, którzy zgodzili się dzielić z nią miejsca na szczycie rozpiski:
„Moim marzeniem było dzielić walki wieczoru z Natem Diazem i Francisem Ngannou. Dzięki ciężkiej pracy i wsparciu Netflixa mieliśmy fundusze, by to zrealizować. Ta gala z samej idei stała się ucieleśnieniem nadziei w tym sporcie.
Widzieliśmy narodziny supergwiazdy w osobie Mike’a Perry’ego, odwagę Philipe’a, wielki powrót Despaigne’a. To była noc dla wszystkich tych, którym wmawiano, że przeceniają swoją wartość lub że nie są dość ważni. Stanęliśmy razem, by wydać oświadczenie: ‘To jest NASZA klatka. Tu jest nasze miejsce. Kładziemy wszystko na szali i zasługujemy na uczciwe pieniądze’.”
Ostateczne pożegnanie:
„Walka dobiegła końca. To słodko-gorzkie uczucie, ponieważ po raz pierwszy w życiu same przygotowania dały mi większą radość niż jakiekolwiek zwycięstwo. Ale jestem już wreszcie gotowa, by pójść dalej. Tym razem z wysoko uniesioną głową.”
Wszystko wskazuje na to, że jedna z najbardziej kontrowersyjnych, ale i najważniejszych kobiet w historii sportów walki definitywnie zamknęła swój sportowy pamiętnik. Czy na stałe? Z Rondą Rousey nigdy nic nie wiadomo, ale ta 17-sekundowa demolka wydaje się idealną klamrą kompozycyjną dla jej legendarnej kariery.
Jak będziecie wspominać karierę Rondy Rousey? Wolicie jej run w UFC czy mistrzowskie momenty w WWE?